Kompletnie Konkretnie - recenzja - Na zamowienie - No wlasnie ...
Maj 2011. Final PEMK. Do rozpoczecia spotkania sposobia sie Crvena Zvezda Belgrad i Benfica Lizbona. Przed zawodnikami obu druzyn ciezkie zadanie. Po pierwsze, musza sprostac poziomowi widowisk stworzonych przez finalistow pozostalych europejskich rozgrywek. W PUEFA Roma wprawdzie gladko rozniosla Besiktas (4:0 dom, 3:1 wyjazd, gracze Giallorossich troche zalowali, ze rewanz grany byl na Inonu, nie na Olimpico, ale co tam), jednak rozmach gry Rzymian robil naprawde pokaxne wrazenie. Natomiast w PZP Rojiblancos z Madrytu dopiero po konczacych niezwykle emocjonujace spotkanie karnych uporali sie z Volwerhampton. Po drugie, patrza na nich cale narody. W Zvexdzie nie ma ani jednego obcokrajowca. No, powiedzmy, ze jest pol. Milivoje Ristic ma matke ze Slowenii. Orly z Lizbony maja co prawda dwoch stranierich, ale jeden z nich to Brazylijczyk, drugi pochodzi z Angoli. A po trzecie - i najwazniejsze - Final Pucharu Mistrzow! Taka gratka predko sie nie powtorzy. Na pewno nie w przyszlym sezonie. Nie ma zmiluj, bo w obecnym na wlasnych smieciach Crvena Zvezda musiala uznac wyzszosc Partizana, a Benfica ulokowala sie dopiero na piatym miejscu, oprocz Porto i Sportingu ulegajac takze sensacyjnemu Mistrzowi - Academice, oraz Uniao Leiria.
Wiem, kompletna utopia. Ale nie chcielibyscie zobaczyc czegos takiego? Ja bym chcial. Chcieliby tez panowie Nick Davidson i Shaun Hunt. Trzymaliby pewnie kciuki za Benfice, bo przeciez w cwiercfinale lyknela Manchester United. I nic nie zmienia fakt, ze jeden z nich jest zagorzalym kibicem Liverpoolu. Tak mi sie przynajmniej wydaje po lekturze ksiazki, ktora wspolnie napisali.
Czytajac „Kompletnie Konkretnie" (o tytule za moment) czulem sie, jakbym siedzial w rasowym angielskim pubie i przysluchiwal sie pogaduchom dwoch moze nieco podtatusialych, ale w swym podtatusieniu bardzo autentycznych wyspiarskich kibicow. Chlonalem ich wspominki o czasach, gdy Liverpool naprawde bywal Mistrzem Anglii i drogi do wielkosci nie musial sobie torowac poprzez kragle posladki swego kapitana. A kibic tegoz Liverpoolu wcale nie czul sie lepszy od kibica Watford poprzez przynaleznosc do jakiegos tam Big Four. No bo Big Four nie bylo. Byly po prostu cztery (a czesto znacznie wiecej) zespoly aktualnie najlepsze w lidze (ktora po prostu byla liga pierwsza, a nie jakims tam premiershitem). Nie zas czworka, ktora ma zafiksowane prawo do bycia ponad cala reszta. Sluchalem (czytalem? Niewazne.) dykteryjek o kolorach korkow, specyfiku do malowania linii na boisku, numerach na koszulkach (czy Wam tez sie zdaje, ze sens w pilce zaczal sie konczyc wraz z zarzuceniem numeracji 1-11?) itepe itede. Poniewaz lekturze oddawalem sie w miejscach dosc specyficznych (m.in. w stojacym w korku samochodzie, w poczekalni do neurologa) moje wybuchy smiechu wywolywaly dosc duzy poziom zdziwienia u osob postronnych. Ale co mi tam.
Zeby nie bylo zbyt cukierkowo: nie zawsze sie ten usmiech u mnie pojawial. Dobrze, gdy zastepowala go glebsza refleksja, a takich miejsc jest w ksiazce ladne kilka. Xle, kiedy ustepowal miejsca uczuciu zazenowania. Po pierwsze, prztyczek w ucho nalezy sie wydawcy za tani i zupelnie niepotrzebny chlit maltetindodi w postaci tytulu. Jak sie latwo domyslic, o Wasilewskim i jego slawnych gaciach Davidson z Huntem nawet sie nie zajakneli. Zahaczyli za to o kilka tematow, przy ktorych j... Czytaj dalej »
![]() |
Oceń wpis: |
|
